Akdenizfokumersin
Sprzęt

Test 3 modeli dronów podwodnych w warunkach Bałtyku

Autor Marek Wiśniewski, Analityk Techniczny·15 września 2024·10 min czytania

Bałtyk to trudna woda i nikt, kto tu pływa, nie powinien się oszukiwać. Widoczność przy dnie w Porcie Gdynia rzadko przekracza 1.2 metra, a zawiesina sprawia, że mocne światła drona oślepiają kamerę zamiast pomagać. Przetestowaliśmy trzy popularne modele ROV, żeby sprawdzić, który faktycznie pomoże Wam ocenić stan śruby, a który po prostu utonie w mułowych ciemnościach.

Wybór sprzętu i warunki testu na Nabrzeżu Indyjskim

Do testów wybraliśmy trzy jednostki, które najczęściej pojawiają się w zapytaniach od lokalnych armatorów z Gdyni i Pucka. Budżet ustawiliśmy sztywno: od 12 300 PLN do 29 400 PLN za gotowy zestaw z kablem. Pierwszy model to chiński klasyk DeepView S2, drugi to polska konstrukcja MarineScan-4 wyprodukowana przez warsztat z Gdańska, a trzeci to norweski sprzęt FjordRover Lite. Testy zaczęliśmy we wtorek 10 września 2024 roku przy falowaniu 1 stopnia w skali Beauforta, ale z silnym prądem przydennym wynoszącym około 0.8 węzła.

Zasady były proste. Każdy dron miał 42 minuty na znalezienie konkretnej usterki na kadłubie jednostki technicznej: brakującej anody cynowej oraz pęknięcia na spaw przy sterze strumieniowym. Wiedzieliśmy, że widoczność tego dnia wynosiła dokładnie 1.4 metra. To idealne warunki, żeby odsiać zabawki od narzędzi pracy. Przy takim zamuleniu standardowe kamery 4K często gubią ostrość, bo autofocus próbuje złapać drobinki piasku unoszące się w wodzie zamiast stali kadłuba. Pomiary prowadziliśmy z pokładu naszej jednostki przy temperaturze wody 16.2 stopnia Celsjusza.

Ważnym elementem była też obsługa w grubych rękawicach roboczych. Na Bałtyku jesienią nikt nie będzie bawił się mikroskopijnymi dżojstikami na ekranie smartfona. Sprawdzaliśmy, jak kontrolery reagują na wilgoć i czy ekran o jasności 800 nitów pozwala cokolwiek zobaczyć w pełnym słońcu na pokładzie. Wyniki z pierwszej godziny pracy mocno nas zaskoczyły, bo najdroższy model wcale nie okazał się najłatwiejszy w sterowaniu podczas bocznych podmuchów wiatru na powierzchni.

Wybór sprzętu i warunki testu na Nabrzeżu Indyjskim

Problem widoczności i zielone piekło Bałtyku

Przy widoczności 1.1 metra DeepView S2 poległ po 14 minutach. Jego oświetlenie LED jest zamontowane zbyt blisko obiektywu, co powoduje efekt 'ściany światła' – drobinki w wodzie odbijają blask prosto w kamerę. Obraz był mleczno-zielony i nie dało się odróżnić rdzy od zwykłego glonu. To częsty błąd w konstrukcjach, które nie są projektowane pod mętne akweny. Właściciel takiego sprzętu musiałby dokupić zewnętrzne ramię z lampą, co podnosi koszt o kolejne 3400 PLN i psuje wyważenie drona w wodzie.

Zupełnie inaczej poradził sobie MarineScan-4. Konstruktorzy z Gdańska zastosowali tam filtry cyfrowe wycinające pasmo zieleni w czasie rzeczywistym. Nawet gdy dron był 70 cm od kadłuba, na ekranie widzieliśmy wyraźne wżery w metalu. To kluczowe, bo inspekcja kadłuba, która nie daje pewności co do stanu spawów, jest po prostu bezużyteczna. Model ten posiadał też czujnik głębokości z błędem pomiaru wynoszącym tylko 8 cm, co pozwalało na precyzyjne trzymanie się linii wodnej podczas sprawdzania poszycia. Norweski FjordRover był poprawny, ale jego oprogramowanie zawiesiło się dwa razy przy szybkim obrocie wokół osi.

Na Bałtyku nie licz na 4K. Licz na to, że Twoja kamera odróżni rdzę od stada meduz w zielonej zupie.

Sterowność przy prądzie wody i bateria

Prąd wody w kanale portowym to nie żarty dla maszyny, która waży mniej niż 5 kilogramów. Model FjordRover Lite ma tylko 4 pędniki, co przy prądzie 1.1 węzła powodowało, że dron 'płynął bokiem'. Operator musiał non stop korygować kurs, co wyczerpało baterię w zaledwie 32 minuty. Dla porównania, gdański MarineScan-4 z układem 6 pędników stał w miejscu jak przyklejony. Zużycie energii było wyższe, ale stabilność obrazu pozwoliła na wykonanie 18 zdjęć dokumentacyjnych o wysokiej ostrości w jednym cyklu zanurzenia.

Baterie to kolejny punkt zapalny. W temperaturze 16 stopni wydajność ogniw litowych spada o około 12% względem deklaracji producenta. Chiński DeepView S2 obiecywał 2 godziny pracy, a realnie wyłączył się po 54 minutach. Warto zauważyć, że wymiana akumulatora w tym modelu wymaga rozkręcenia szczelnej obudowy, co na mokrym pokładzie kutra jest prostą drogą do awarii. My stawiamy na rozwiązania z zewnętrznymi pakietami, które podpina się w 15 sekund. W naszym teście tylko MarineScan pozwalał na taką szybką rotację bez osuszania całego drona ręcznikiem.

Sprawdziliśmy też zasięg kabla (tetheru). Przy 100 metrach długości, opór stawiany przez wodę jest ogromny. Kabel o średnicy 4.2 mm w modelu DeepView działał jak żagiel, ściągając drona w dół. FjordRover użył cieńszego przewodu (2.8 mm) wzmocnionego kevlarem. To rozwiązanie było najwygodniejsze, ale kabel bardzo łatwo plątał się wokół śruby, bo był zbyt lekki i nie tonął wystarczająco szybko. Optymalny okazał się przewód o neutralnej pływalności, który nie przeszkadzał w manewrach pod kilem.

Sterowność przy prądzie wody i bateria

Ekonomia inspekcji – kiedy dron się zwraca?

Wynajęcie nurka do inspekcji kadłuba w porcie Gdynia to koszt rzędu 1400-2200 PLN za jedno zejście, zależnie od zakresu prac i potrzebnego certyfikatu. Zakup drona za 18 700 PLN (tyle średnio kosztuje zwycięzca naszego testu) zwraca się po około 11 inspekcjach. Dla firmy zarządzającej flotą 5 kutrów, zwrot z inwestycji następuje w niecałe 7 miesięcy. Trzeba jednak doliczyć koszty serwisu – uszczelki pędników trzeba wymieniać co 50 godzin pracy w słonej wodzie, co kosztuje około 450 PLN za komplet.

Wspomniany MarineScan-4 wygrał nasze zestawienie nie dlatego, że jest 'najlepszy' w folderze reklamowym, ale dlatego, że po prostu działa w błocie. Przetrwał uderzenie o betonową nabrzeżnicę i bez problemu pracował w strumieniu wody z włączonego silnika pomocniczego. Jeśli planujecie inspekcje w czystych jeziorach na Mazurach, kupcie DeepView – zaoszczędzicie 6000 PLN. Jeśli jednak Wasza praca to brudna woda w Gdyni, Gdańsku czy Świnoujściu, oszczędzanie na optyce i mocy pędników zemści się przy pierwszym podejściu do inspekcji.

Dron, który nie radzi sobie z prądem 1 węzła, to po prostu bardzo droga spławikowa wędka.
Ekonomia inspekcji – kiedy dron się zwraca?

Ostateczny werdykt i rekomendacje

Podsumowując nasze 4 dni testów: zwycięzcą zostaje MarineScan-4 za parametry obrazu w gęstej zawiesinie. Na drugim miejscu ląduje FjordRover Lite – świetny soft, ale zbyt słabe silniki na bałtyckie warunki portowe. DeepView S2 odradzamy do profesjonalnych zastosowań morskich; to sprzęt, który dobrze wygląda na filmach z YouTube kręconych w Chorwacji, ale na 10 metrach pod Nabrzeżem Szwedzkim staje się ślepy. Pamiętajcie też o regularnym płukaniu sprzętu w słodkiej wodzie po każdym wyjściu w morze.

Zauważyliśmy też, że większość problemów z dronami wynika z braku wprawy operatora. Nawet MarineScan nie pomoże, jeśli szarpiesz kablem przy silnym wietrze. Nasza ekipa z Akdenizfokumersin spędziła łącznie 82 godziny pod wodą z tymi maszynami i wiemy jedno: serwis lokalny jest ważniejszy niż gwarancja w Chinach. Dlatego przy zakupie sprawdźcie, czy części zamienne do pędników są dostępne od ręki w Polsce. My nasze testowe sztuki zostawiamy w warsztacie do dalszych prób wytrzymałościowych przy ujemnych temperaturach, które planujemy na styczeń 2025 roku.

Informacje prawne · Informacje na stronie mają charakter ogólny i nie stanowią wiążącej opinii prawnej ani technicznej dla sektora energetyki. · Akdenizfokumersin, ul. Hryniewieckiego 10, 81-340 Gdynia, Polska ·KRS 0000921450 · NIP 5862369410 · REGON 390258147 · Kapitał zakładowy: 75 000 PLN · Zarząd: Andrzej Zieliński ·contact@akdenizfokumersin.com